poniedziałek, 3 września 2012

L'Biotica - regenerujący krem do rzęs

Dziś kosmetyk, który ma chyba tyle zwolenniczek, ile przeciwniczek :) Krem do rzęs z firmy L'Biotica to jeden z najtańszych wspomagaczy rzęsowych na rynku, dostępny w aptekach za ok. 20 zł za tubkę. Opakowanie zawiera 10 ml wazelinopodobnej substancji, która według opinii producenta, powinna odżywiać rzęsy, stymulować ich wzrost już po 30 dniach stosowania. I ja się z tym zgodzę, częściowo ;)


Krem faktycznie odżywia rzęsy i powoduje ich wzrost (jasne, że nie mamy powiek owłosionych jak yeti, przez które nie przebija się nawet światlo słoneczne), w moim przypadku przybyło 1-2 mm, co mnie cieszy. Rzęsy przestały wypadać i stały się ciemniejsze, bardziej wyraziste. Ale nastąpiło to nie po jednym miesiącu, tylko po trzech. Były to trzy miesiące regularnego stosowania, co wieczór, bez żadnych przerw. I efekt jest, ale trzeba na niego czekać. 

Duży plus za to, że specyfik jest bardzo wydajny, starcza na ponad pół roku użytkowania (choć pod koniec robi się już jakby nieco bardziej wodnisty). Nie podrażnia oczu, jeśli nałożymy go za dużo i dostanie się do oka, może ew nam "zamazać" widok, wystarczy przetrzeć oko, aby pozbyć się tego efektu. 

Napewno jest to specyfik dla cierpliwych. Jeśli oczekujecie niemal natychmiastowej zmiany, musicie sięgnąć po coś lepszego. I chyba najlepiej będą się z nim czuły panie samotne :P Po nałożeniu oko może wyglądać jak zaropiałe, takie obślizgłe i mokre :D Jeśli więc ktoś w sypialni na nas czeka, radziłabym wejść przy zgaszonym świetle i zasłoniętych oknach :D

Tyle ode mnie :)))

niedziela, 2 września 2012

Usta na codzień: Sally Hansen Lip Inflation i Maybelline Color Sensational

Na codzień moje usta można zobaczyć w zasadzie w dwóch wersjach kolorystycznych. Lekko różowej, za pomocą avonowej Ultra Colour Rich, o ktorej pisałam tu <klik!>, oraz w odcieniu nude, o którym dziś kilka słów opowiem.

Drugą ze szminek, która zawsze gości w torebce jest Maybelline Color Sensational numer 715 - Choco Cream. Muszę szczerze przyznać, że chyba nie do końca trafiłam z odcieniem i traktuję ją nieco po macoszemu - używam by zużyć, a nie dlatego, że ją lubię. Choć nie ukrywam, że czasem pasuje mi bardziej do codziennego wyglądu niż Avon.

Mam wrażenie, że jest dość tępa. Niekiedy trzeba wcześniej nałożyć pomadkę ochronną, aby dobrze wyglądała na ustach. Trwałość jest standardowa, niczego więcej nie oczekiwałam i uważam, że tu jest ok. Nie ma właściwości nawilżających, ale też nie wysusza, krzywdy więc nie zrobi. Pachnie jakoś tak sztucznie, ni to kakao, ni orzech... Mnie zapach nie przeszkadza. Chyba jedynie przez nietrafiony kolor niespecjalnie ją lubię i wyczekuję momentu, kiedy wreszcie uda mi się ją zużyć ;)


Jak już wcześniej wspominałam, pomadka nie nawilża. Jeśli więc kondycja moich ust wymaga reanimacji, a nie mam pod ręką bezbarwnego sztyftu ochronnego, wspomagam się błyszczykiem. Jest to Sally Hansen z serii Lip Inflation w kolorze Sheer Blush. Jest to odcień nude z zatopionymi maleńkimi, złotymi drobinkami, bardzo ładny i elegancki kolor. Pachnie gumą owocową i kamforą. Jest nieco klejący i mrowi, zapewne z racji faktu, że to blyszczyk powiększający usta. Nigdy jakoś nie przyjrzałam się tym jego właściwościom, chcę tylko by nawilżał i nabłyszczał usta i robi to znakomicie. Trzyma się całkiem nieźle i naprawdę lubię ten produkt :)


Jak już wspominałam, używam tych produktów razem, w związku z tym poniżej zaprezentuję efekt, jaki dają nałożone jeden po drugim :)


Ot i tyle ode mnie na dziś :) Pozdrawiam!

sobota, 1 września 2012

porównanie baz pod cienie: Kobo i Artdeco

Dziś małe porównanie dwóch bardzo zbliżonych do siebie produktow. Mowa o bazach do powiek firmy Kobo i Artdeco. Zatem po kolei:


1. Przedłużanie trwałości cieni

Nie widzę różnicy. Jesna i druga baza spisują się bardzo dobrze. Kolory cieni wydobywają również równie dobrze. 

2. Konsystencja

Kobo nieco bardziej satynowa, miękka. Artdeco bardziej twarda, lepiej mi się na niej rozprowadza cienie, nadmierna ilość Kobo może doprowadzić do rolowania i smug.

3. Zapach

Artdeco pachnie męskimi perfumami ;) A Kobo ma taki słodkawy, chemiczny zapach kosmetyku. Nic szczególnego, nie ma to zresztą większego znaczenia.

4. Wydajność

Bardzo zbliżona, być może Kobo ma nieco mniejszą, ze względu na delikatną, miękką konsystencję.

5. Cena i dostępność

Artdeco to ok. 40 zł w Douglasie. Kobo około 15 w drogeriach Natura.

6. Opakowanie

Jednakowe - niewielki słoiczek. Problematyczne dla dziewczyn z długimi paznokciami. Zarzut niehigieniczności uważam za absurdany, przed robieniem makijażu chyba każdy myje ręcę, nie? :) A bazy w ciągu dnia się nie dokłada...

Bazy są naprawdę bardzo podobne, choć ja mimo wszystko chyba wolę Artdeco. Być może przez jej zapach ;) Słyszałam o zasychaniu Kobo, ale mojej się to jesczze nie zdarzylo, a mam ją jakieś 4 miesiące z hakiem :)

Używalyście którejś? Co sądzicie?